Odwiedzin: 6573 osób.



Użytkownik niezalogowany.
Zaloguj się lub załóż konto




Promowane ADOPCJE:

CZARUŚ (piesek)


ARGO (piesek)


Misia (suczka)


Amor (piesek)


KLARA (suczka)




REKLAMA











Strona Fundacji SOS dla Jamników - Adopcje Jamników - Starsze Newsy

Newsy

Strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110

52012
marca
KALENDARZ - Z JAMNIKAMI PRZEZ CAŁY ROK

KALENDARZ - Z JAMNIKAMI PRZEZ CAŁY ROK - MARZEC 2012


Śliczny kalendarz z jamniczymi pięknościami wszelkich maści, wielkości i rodzaju włosa. Z pewnością będzie elegancką ozdobą domu czy biura każdego miłośnika psów.

Kalendarz powstał z inicjatywy użytkowników tzw. „zielonego jamniczego forum”, którzy tym sposobem nie tylko sprawili sobie i najbliższym miły prezent, ale również zechcieli wspomóc te psiaki, które nie mają w życiu tak dobrze jak jamniki z kalendarza.

Wydawca kalendarza zobowiązał się zyskiem z kalendarza wspomóc bezdomne psy.
Kupując go przyczynicie się zatem do choć minimalnej poprawy ich losu. Zróbmy im razem świąteczny prezent.




Format kalendarza: A3 (297x420 mm)
13 stron (12 miesięcy + okładka)
Spiralowany z zawieszką




Dodane przez: Isadora


292012
lutego
KILKA DNI Z ZYCIA WYZIĘBIONEJ, ZNISZCZONEJ PORODAMI JAMNICZKI AGATKI

ZAPISKI Z DOMU TYMCZASOWEGO
W KTÓRYM PRZEBYWA AGATKA


SERDECZNIE DZIĘKUJEMY ZA DOTYCHCZASOWĄ POMOC DLA AGATKI. DZIEKI TEMU JEJ SZANSA NA NORMALNE ŻYCIE WZROSŁA. PROSIMY NIE ZAPOMINAJCIE I POMÓŻCIE DOKOŃCZYĆ LECZENIE.


24-02-2012
Agata przeszła wczoraj rozległy zabieg, jednak usunięto tylko jedna listwę. Okazało się, że są przerzuty do płuc – rentgen wykazał guza.
Obecnie Aga dochodzi do siebie. Cierpi... Pani doktor obmyśla strategię leczenia – będzie chemia. Guzy wysłane do badania. Konsultacja we wtorek.



25-02-2012 1725
Dzisiaj Agata poczuła się trochę lepiej, ale rana musi ją mocno boleć – cięcie straszliwie długie, największe guzy usunięte. Co do dalszego leczenia to więcej informacji we wtorek. Agatą zajmuje się sama szefowa kliniki, jesteśmy umówione na konsultację. Ona ma przemyśleć i ustalić strategię działania. Z pewnością Agata nie pozostanie bez leczenia, choć sprawa jest trudna.



Trudno naprawdę przewidzieć koszty leczenia – obecnie nie mam nawet bladego pojęcia ile one mogą wynieść. Będzie rozliczenie, ale jak się trochę ogarniemy, w klinice jest rachunek otwarty, podsumowanie fakturą zbiorcza na zakończenie leczenia.
Agata cały czas blisko mnie domaga się uwagi, głaskania, to bardzo mądra sunia, bardzo. Dzielnie i z pokorą znosi wszystko, co dotkliwe i bolesne widać, że nie miała łatwego życia, a każdy czuły gest traktuje jak błogosławieństwo – to cudowny, wdzięczny pies. Jednak najważniejsze jest dla Agaty jedzenie.



27-02-2012 1804
Agata śpi koło mnie, oko jednak czuwa nad przebiegiem wydarzeń – zwłaszcza tych, które rozgrywają się wokół lodówki. Tak jak pisałam dla Agaty jednak najważniejsze jest jedzenie. Musimy się przed nią ukrywać, bo trudno jej nie ulec.
Wczoraj było gorzej – Agata miała problemy z chodzeniem – nie chciała wyjść na spacer, poza tym oddech jakiś przyspieszony – pojechaliśmy do weta, wprowadzono środki nasercowe Bemakor i Spironol. Serce Agaty jest powiększone – lecz nie ma tragedii. Obecnie jeszcze w dalszym ciągu podajemy antybiotyk i leki przeciwbólowe.



Dzisiaj jest znacznie lepiej – były nawet krótkie przebieżki na spacerze no i obowiązkowo szczekanie... w świat. Od zabiegu Agaty śpię na podłodze – tzn. udało nam się względnie przespać dzisiejszą noc. Cały czas słucham oddechu Agaty – mam już chyba paranoje na tym tle. Agata nie dopuszcza myśli, żebym wróciła do własnego łóżka – takie próby kończą się jej wyciem i chęcią podążenia za mną, co jest kategorycznie niedozwolone. Dzisiaj już zorganizowałam sobie materac. Jutro konsultacja i decyzje w sprawie leczenia. Pozdrawiamy wszystkich – Agata i reszta


29-02-2012 0105
Agata dostała chemię – dzisiaj o 10 pierwsza dawka, obecnie po 14 godzinach nie ma żadnych skutków ubocznych, oby tak dalej. Rana pooperacyjna przepiękna, antybiotykoterapia zakończona, leki przeciwbólowe odstawione. Wyniki badania moczu wręcz idealne. Pierwsza chemia potrwa 4 dni i niestety jest to terapia agresywna – nie może być inaczej. Następnie po czterech dniach zostanie wprowadzony inny, łagodniejszy lek, który ma powstrzymać podział komórki nowotworowej – te leki będzie Agata zażywała do końca życia /pocieszające jest to, że są tanie/. Po czterech tygodniach ponownie dawka chemii agresywnej. Pani dr zaleciła izolacje Agaty, lecz nie mam możliwości tego zrobić. Niestety ryzykuję zdrowiem moich psów i naszym przez te cztery dni. Po miesiącu zrobimy rentgen płuc.



Apetyt Agacie dopisuje – jest skrupulatna, co do posiłków i nie odpuści niczego. Na spacery chodzimy regularnie, Agatka poznaje teren i zaczyna już prezesować na osiedlu. Choć inne psy patrzą na nią z politowaniem. Agata to chodząca radość, bardzo, bardzo pozytywny pies. Wszystko ja cieszy, zawsze zadowolona, ale już najbardziej wtedy, gdy trafi się jej jakiś smakowity kąsek.

Dodane przez: Isadora


262012
lutego
JAMNICZE METAMORFOZY - PAMIĘTACIE MIKUSIA?

MIKUŚ JUŻ ZDROWY, PO PRZESZCZEPIE SKÓRY.
TYLKO DOMU BRAK.

http://jamniki.eadopcje.org/psiak/631


Historię Mikusia zna tysiące ludzi w Polsce. Wszyscy trzymaliśmy za niego kciuki. Płakaliśmy nad jego cierpieniem.



To już historia: http://jamniki.eadopcje.org/informacje/metamorfozy
W jednej z wsi wolontariusze znaleźli leżącego bez pomocy Mikusia – obdartego częściowo ze skóry.

Nikogo nie obchodził jego los –
– PRZECIEŻ TO PIES... WYLIŻE SIĘ... LECZENIE JEST KOSZTOWNE...
– ja może bym dała, ale dla męża to tylko pies...
– za kilka dni przyjedzie weterynarz do krowy, może na niego spojrzy...
– może uśpi przy okazji...
– pieniędzy nie warto dawać...

A Mikuś leżał tam od kilku dni, bezpański pies, nieprzydatny kłopot! Dzięki Darczyńcom można było sfinansować leczenie. Walka była długa, był przeszczep skóry. I udało się!

zaraz po przeszczepie:



Mikuś wyzdrowiał i obecnie przebywa w domu tymczasowym. Brakuje mu jednak swojego Ludzia i mizianka na wyłączność. Szukamy dla niego domu który wynagrodzi mu jego cierpienie. Mikuś nadal ufa człowiekowi i pragnie z nim kontaktu.

Mikuś teraz, w domu tymczasowym:

MIKI jest psem niewielkich rozmiarów, jest bardzo miły, grzeczny, spokojny, ma około 5 lat. Dogaduje się z psami, koty Mikusia nie interesują. Potrzebuje Kochającego Człowieka, pełnej miseczki. Potrzebuje DOMU.

Jeżeli masz miejsce w sercu i domu dla Mikusia zadzwoń:
604 640 761


Tu więcej zdjęć Mikusia:
http://jamniki.eadopcje.org/psiak/631

Na forum Fundacji Emir możesz poczytać o walce o zdrowie Mikusia:
http://emir.eev.pl/viewtopic.php?t=1209

Rozliczenia Mikusia:
http://emir.eev.pl/viewtopic.php?t=1211


Dodane przez: Isadora


92012
lutego
Wyziębiona długowłosa jamniczka, za nią piekło ulicznej egzystencji, przed nią.... NIE MA NIC!

Wyziębiona długowłosa jamniczka, za nią piekło ulicznej egzystencji, przed nią.... NIE MA NIC!


Kochamy się w cierpieniu. Zdanie przewrotne, prowokacyjne? Nie...w żadnym razie. Taka już nasza natura, że umysł skory jest do wyłapywania tego, co w swoim tle ma krzywdę ludzką, za czym czai się zło, dowolny rodzaj niegodziwości. Jednych to zaciekawia, inni pochylają głowę w zadumie i szacunku, łączą się szczerą intencją z innymi, pogrążonymi w rozpaczy.

O ile ludziom z godną podziwu ofiarnością spieszymy z pomocą, o tyle, co trudno pojąć, zdecydowanie łatwiej przychodzi nam potraktować obojętnością krzywdę, która dotyka zwierzęta.

Skąd ta oczywistość? Czy mamy do czynienia z istotami w drugim gatunku? Co nas uprawnia do takiego podejścia?

... bo nie mówią?... bo nie wykrzyczą swojego cierpienia na tyle głośno i zrozumiale, by zdolne były przebić mur ograniczeń sumienia? ...

Dlaczego są kochane, hołubione, przytulane na etapie ich młodości dobrego stanu zdrowia, a odtrącane, gdy sytuacja ulega diametralnej lub podyktowanej siłą sprawczą czasu, zmianie??? Pytania, pytania, pytania... te zatrważająco mnoży ilość czterołapnych cierpień.

Co przydarzyło się tej 6-letniej długowłosej jamniczce, że błąkała się od pewnego czasu w okolicy stacji benzynowej na Podhalu. Wyłysiała, wyziębiona do granic możliwości, z pazurami tak długimi iż raniły opuszki łapek. Co za potwór doprowadził ją do takiego stanu i egzystencji na ulicy? Życie nie oszczędzało i nie oszczędza tej skądinąd pięknej ongiś suni.

Jamniczka ma guzy listwy mlecznej, uszy w potwornym stanie, stan zapalny dziąseł, łysą szyję, brzuch, ogon, wyłysienia na uszach i łapkach, jest przemarznięta. A jednak zachowała wiare w człowieka i ufność - jest przyjazna, spokojna, grzeczna. Tylko pies jest zdolny do tego.

W lecznicy gdzie przebywa może być tylko do jutra. Nie mamy co z nią zrobić. Ona ma tylko 6 lat a to w przypadku jamnika mniej niż połowa życia.



Błagamy o pomoc, a pod jej pojęciem rozumiane jest zarówno wsparcie finansowe dla suczki (diagnostyka i leczenie) jak i oferta domu, nawet tymczasowego. Zwłaszcza na tę ostatnią liczymy! Ona niczego bardziej nie potrzebuje jak rąk, które przytulą, ust, które wyszepczą: „Już będzie dobrze... .” i połączenia woli z sercem, nakazujących przygarnąć psie nieszczęście i zapewnić mu godną przyszłość.



Osoby zainteresowane losem nieszczęśniczki proszone są o kontakt pisząc na adres mailowy: jamniki@eadopcje.org

lub dzwoniąc na numer:
507 735 732

po godzinie 19.00




event na facebooku:
kliknij w banerek



Dodane przez: Isadora


52012
lutego
KTO URATUJE MOHERKA - ZIMA GO ZABIJE

Moherek to psiak o posturze jamnikowatej. Całymi dniami, tygodniami siedział na chodniku w Tomaszowie Mazowieckim, na ul. Mireckiego. Był jak pomnik, wrył się w świadomość mieszkańców. Każdy kto przechodził ulicą go widział.

Czy został tam porzucony?
Czy mial tam dom, który nic a nic o niego nie dbał?

Nie wiemy. Na pewno nikt do schroniska się po niego nie zgłosił. A pewnie by siedzial na Mireckiego dalej gdyby nie siarczyste mrozy, nie mogliśmy pozwolić by zamarzł.

Moherek jako jeden z niewielu psów w schronisku nie chce wejść do budy, leży na zimnym betonie, on tej zimy nie przeżyje. Ma dopiero 3 lata... czy uda mu się dożyć więcej? Może to od Ciebie zależy?





Jeżeli chcesz uratować Moherka zrób to jak najszybciej.
Podajemy dane kontaktowe:

ocelot16@interia.pl

604 416 873

 


Dodane przez: Isadora


Strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110